Blog

Kiedy każde słowo odbija się od ściany. Co robić, gdy partner odmawia rozmowy?

Kiedy każde słowo odbija się od ściany. Co robić, gdy partner odmawia rozmowy?

O „dialogu głuchych”, narastającej frustracji i momencie, w którym dalsze próby rozmowy mogą już tylko pogłębiać kryzys

Kiedy jedna osoba próbuje, a druga się zamyka

Czy zdarzyło się Wam coś takiego?

Chcecie wreszcie spokojnie porozmawiać o czymś trudnym. O zachowaniu partnera, konflikcie z dzieckiem, napięciu w domu, problemach w pracy albo o sprawie, której dłużej nie chcecie odkładać.

Zaczynacie spokojnie. Tłumaczycie, co czujecie i dlaczego ta rozmowa jest dla Was ważna.

A druga osoba odwraca wzrok. Milczy. Zmienia temat. Patrzy w telefon albo mówi:

„Nie chcę teraz o tym rozmawiać”…

I co wtedy?

Może próbujecie jeszcze raz. I kolejny…

Padają coraz mocniejsze argumenty:

„To kim ja jestem dla Ciebie?! Nawet nie chcesz mnie wysłuchać!”.

A potem znów – codzienność.

Mijają godziny, dni.

Uspokajasz się. Próbujesz jeszcze raz. Zadajesz pytania. Słuchasz…

Dopóki słuchasz, jest dobrze.

Kiedy chcesz zacząć mówić – ściana.

Dlaczego?

Przecież masz dobre intencje. Chcesz tylko wyjaśnić nieporozumienie. Chcesz się upewnić, naprawić coś, co się wydarzyło, może nawet przeprosić, choć nie bardzo wiesz, za co. Ale może się dowiesz?

Bo może ta cisza to cicha uraza za coś? Może druga strona czeka, aż się domyślisz?

Tak. Skąd ja to znam…

Nie tylko z codziennych sesji z innymi.

Nie będę się wymądrzać. Szczerze – gdyby było inaczej, pewnie nie byłabym dziś tym, kim jestem, i nie robiła tego, co robię…

Bo wiem, jak boli narastający konflikt, powtarzające się ciche dni, oczy, które nie patrzą…

I jak trudne staje się wtedy nawet to, co wydaje się proste i oczywiste.

„Przecież przyszliśmy tutaj, bo nie potrafimy rozmawiać w domu”

Karsten, mój drugi i obecny mąż, wspomina czasem sesje z terapeutą par, kiedy wraz z pierwszą żoną przechodzili kryzys małżeński.

Terapeuta po sesji powtarzał:

– Porozmawiajcie w domu o tym, co dziś powiedzieliście na spotkaniu.

Po którejś z sesji, słysząc taką zachętę, Karsten nie wytrzymał i wypalił:

– Przecież my przychodzimy tutaj właśnie dlatego, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać w domu!

Wiele lat później nasze drogi spotkały się podczas treningu NVC z Marshallem Rosenbergiem. Karsten był już wtedy terapeutą, mediatorem i jednym z trenerów NVC towarzyszących Marshallowi.

Ja stawiałam pierwsze kroki w NVC i próbowałam ocalić moją rodzinę, desperacko szukając nowego sposobu porozumienia. Byłam przytłoczona masą obaw i zastrzeżeń dotyczących sposobu, w jaki komunikuję się z ludźmi.

Dziś, ponad 20 lat później, towarzyszę rodzinom i parom, które idą przez swoje piekło nieporozumień, nieusłyszeń, narastającego i nieustępliwego bólu w relacji.

Przypominam sobie zdanie, które usłyszałam od Hedy Schleiffer, jednej z moich nauczycielek. Podobno wypowiedział je Winston Churchill:

„Kiedy idziesz przez piekło, to idź!”.

Tak. To ma sens.

Ja dodaję jeszcze:

„Kiedy stoisz nad przepaścią – to STÓJ!”.

I właśnie to chciałabym powiedzieć dziś do Ciebie. Do Was.

Bez względu na to, czy czytasz moje słowa w bólu i ciszy, czy też w łagodności i spokoju.

Ufam, że będziesz w stanie odróżnić te dwie sytuacje w relacjach.

Jedna wymaga wytrwałości i ruchu, podążania, bo zatrzymać się, to zginąć.

Druga wymaga czujności, patrzenia przed siebie i pod nogi. Sprawdzania, czy przypadkiem powódź łez i burze rozpaczy nie podmyły i nie zniszczyły drogi, którą idziesz.

Zatrzymaj się.

Zaczekaj.

Czym jest „dialog głuchych”

Kiedy mam spotkania z parami w kryzysie, które tracą nadzieję na kontakt, na koniec sesji czasem mówię do nich:

– Spróbujcie ze sobą NIE ROZMAWIAĆ.

Trzeba się INFORMOWAĆ – zwłaszcza kiedy macie dzieci. Co, jak, kiedy i kto.

Ale nie próbujcie sami rozwiązywać gordyjskich węzłów, które narastały latami.

Newralgiczny moment, który jest mroczny jak przepaść, to „dialog głuchych”.

Ludzie próbują mówić. Każdy o sobie, każdy o swojej racji.

„A ja?”

„Jak to ty? Przecież ja!”

„Ty zawsze…”

„A ty nigdy…”

I tak w kółko.

Nie ma jednak uszu do słuchania.

Nie ma osoby, która mówi, i drugiej osoby, która rzeczywiście przyjmuje jej słowa.

Są dwie osoby, które jednocześnie próbują dotrzeć do siebie ze swoim bólem. Każda chce zostać zauważona. Każda chce zostać usłyszana. Każda walczy o coś bardzo ważnego.

Ale kiedy obie mówią jednocześnie, nikt nie słucha.

Dialog jest możliwy wtedy, kiedy jest nas dwoje.

Kiedy jedna osoba jest gotowa mówić, a druga jest w stanie jej słuchać. I potem odwrotnie.

Po kolei.

Nie jednocześnie.

Najważniejsza struktura komunikacji polega na tym, żebyśmy wiedzieli, kto mówi, a kto słucha.

Dlaczego kolejne argumenty nie pomagają

Wydaje nam się czasem, że druga osoba nie rozumie, bo jeszcze nie wyjaśniliśmy wszystkiego wystarczająco dokładnie.

Więc mówimy więcej.

Podajemy kolejne przykłady.

Wracamy do dawnych sytuacji.

Przypominamy słowa wypowiedziane kilka dni, miesięcy albo lat wcześniej.

Próbujemy znaleźć ten jeden argument, który wreszcie przebije się przez ścianę.

Tylko że bardzo często nie brakuje już argumentów.

Brakuje słuchacza.

Im bardziej ktoś wywiera na mnie presję, tym bardziej narasta we mnie niechęć do tego, czego on ode mnie chce.

Nie mogę pozwolić sobie na zrobienie czegoś tylko dlatego, że inni tego ode mnie chcą, kiedy nie mam nawet chwili, żeby sprawdzić ze sobą i zważyć moje „chcę”.

To samo dzieje się w rozmowie.

Możemy znać wszystkie zasady dobrej komunikacji. Możemy mówić spokojnie i uważnie. Możemy opowiadać o swoich uczuciach i potrzebach.

NVC stwarza szansę kontaktu.

Daje większą możliwość czy prawdopodobieństwo kontaktu.

Ale nie możemy sprawić, żeby druga osoba była w tej chwili gotowa nas usłyszeć, kiedy po prostu nie chce albo nie jest w stanie.

Kontakt jest możliwy wtedy, kiedy jest nas dwoje.

Nie jesteśmy ani za ten kontakt w pełni odpowiedzialni, ani nie jesteśmy jego jedynymi twórcami.

Kontakt jest pewną rzeczywistością między ludźmi, a ludzie są tajemnicą.

Nie mów, kiedy nie masz słuchacza

Stop.

Nie mów, jeśli nie masz słuchacza.

Nie męcz się.

Mówienie zużywa mnóstwo sił i zdrowia. Skacze ciśnienie, serce bije szybciej, płuca wykonują dodatkową pracę, żeby zaopatrzyć organizm w tlen.

Sama rozmowa jest bardzo skomplikowanym procesem fizjologicznym.

Mówienie porusza nasz układ nerwowy, nasz układ zaangażowania społecznego, nerwy, które sięgają aż do trzewiów. W każdym spojrzeniu, geście i słowie może wydarzyć się coś, co wyzwala całą kaskadę reakcji neuronalnych i somatycznych.

Słuchanie to również bardzo skomplikowany proces.

Biorą w nim udział najmniejsze mięśnie naszego ciała – mięsień strzemiączkowy i mięsień napinacz błony bębenkowej. Oba mają zaledwie kilka milimetrów.

Od ich pracy zależy to, w jaki sposób fala dźwiękowa zostanie przyjęta przez ucho, a potem przetransformowana w informację w mózgu.

Ten błyskawicznie dziejący się proces wymaga uwagi.

Troski.

Świadomości – przynajmniej o tym, że się odbywa.

I szacunku – że się odbywa.

Jeżeli chcę coś powiedzieć do drugiej osoby, potrzebuję sprawdzić, czy ona jest w stanie i czy ma ochotę mnie słuchać.

Nie ma sensu, żebym mówiła, jeżeli druga osoba mnie nie słyszy.

I nie chodzi tylko o to, czy fizycznie słyszy dźwięki.

Czy ma miejsce na moje słowa?

Czy ma w sobie przestrzeń, żeby je przyjąć?

Czy jest obecna?

Czy może usłyszeć cokolwiek poza własnym bólem, lękiem, gniewem albo wstydem?

Jeżeli nie – nie rzucaj swoich słów w przestrzeń, w której nie ma słuchacza.

Kiedy trzeba się zatrzymać

Czasami trzeba iść.

Czasami trzeba zatrzymać się nad przepaścią.

W relacji również potrzebujemy rozróżnić te dwa momenty.

Czy pomimo trudności jesteśmy jeszcze w stanie usłyszeć choć jedno zdanie drugiej osoby?

Czy jest w nas ciekawość, nawet jeśli to, co słyszymy, boli?

Czy potrafimy na chwilę odłożyć swoją odpowiedź i naprawdę sprawdzić, co mówi druga strona?

Czy może każda rozmowa natychmiast staje się kolejną bitwą?

Kiedy ktoś mówi: „Nie chcę teraz rozmawiać”, może być zmęczony, przestraszony albo zawstydzony. Może czuć się oceniany. Może nie wiedzieć, co odpowiedzieć. Może być tak poruszony, że naprawdę nie znajduje słów.

Może także po prostu nie chcieć kontaktu.

Wtedy najuczciwszym komunikatem może być:

„Nie jestem teraz w stanie słuchać”.

Nie oferuj słuchania, kiedy nie jesteś w stanie słuchać.

Nie udawaj, że Twoje potrzeby są zaspokojone, kiedy nie są.

Nie udawaj, że czujesz się dobrze, kiedy czujesz się źle.

Nie wchodź w rozmowę i nie obiecuj komuś, że będziesz go słuchać, kiedy wiesz, że wytrzymasz trzydzieści sekund, a potem znów rozpoczniesz obronę, wyjaśnianie albo atak.

Czasami dialog naprawdę nie jest możliwy.

Czasami nie jest także w danej chwili konieczny.

Kiedy potrzebna jest osoba trzecia

Jeżeli konflikt narastał przez lata, kolejna rozmowa przeprowadzona dokładnie w ten sam sposób raczej nie rozwiąże problemu.

Nie dlatego, że którejś osobie za mało zależy.

Nie dlatego, że nie znalazła jeszcze odpowiednio pięknych słów.

Nie dlatego, że potrzebujecie jeszcze jednego argumentu.

Czasami obie osoby są już tak głęboko zanurzone w bólu, lęku, złości i rozczarowaniu, że nie potrafią jednocześnie chronić siebie i słuchać drugiej strony.

Wtedy potrzebna może być trzecia osoba.

Nie po to, żeby zdecydowała, kto ma rację.

Nie po to, żeby wskazała winnego.

Nie po to, żeby pogodziła Was za wszelką cenę.

Potrzebna jest osoba, która pomoże unieść słowa.

Kiedy prowadzę sesje dla pary albo rodziny, widzę czasami, jak wiele słów jest tak delikatnych, że niemal opadają na podłogę, zanim druga osoba zdąży je usłyszeć.

Moją rolą jest wtedy te słowa podnieść.

Podtrzymać je.

Pomóc jednej osobie powiedzieć, a drugiej usłyszeć.

Na sesjach – i owszem. Tu jestem dla Was wsparciem w słuchaniu i słyszeniu.

To jest czasem potrzebne, a nawet konieczne, kiedy konflikt eskalował wysoko, na kolejny etap.

Nie próbujcie sami rozwiązywać gordyjskich węzłów, które narastały latami.

Możecie się informować. Możecie ustalać sprawy związane z dziećmi, domem, pieniędzmi i codziennym funkcjonowaniem.

Ale warto powstrzymać się przed kolejną próbą rozwiązania całego konfliktu w kuchni późnym wieczorem, kiedy oboje jesteście wyczerpani, pełni bólu i gotowi usłyszeć w każdym zdaniu kolejny zarzut.

Kontakt z brakiem kontaktu

Często powtarzam na szkoleniach:

„Kontakt z brakiem kontaktu to także kontakt”.

Kiedy ktoś odmawia kontaktu, a ja jestem w stanie przyjąć, że po drugiej stronie nie ma teraz kontaktu, mogę nadal trzymać kontakt w swoich rękach.

Przyjmuję brak kontaktu.

Nie pcham się.

Nie próbuję na siłę, bo „ja wiem”, „bo ja ci powiem”, „bo musisz mnie wysłuchać”.

Kiedy wychodzę do kontaktu z założeniem, że ja ten kontakt osiągnę, wychodzę z falstartem i zapowiedzią porażki.

Mam nierealistyczne oczekiwanie wobec siebie i drugiej osoby.

Kiedy ktoś mówi: „Nie chcę rozmawiać”, ujawnia mi coś prawdziwego o sobie.

Pokazuje swoją granicę.

Mówi, na ile jest w tej chwili gotowy.

Może to być bardzo bolesne. Szczególnie kiedy na rozmowie ogromnie nam zależy. Szczególnie kiedy od miesięcy lub lat tęsknimy, żeby ktoś wreszcie nas usłyszał.

Uszanowanie granicy drugiej osoby nie oznacza jednak, że mamy zrezygnować z siebie albo udawać, że sprawa przestała być ważna.

Możemy powiedzieć:

„Zatrzymajmy się. Mam wrażenie, że ja coraz bardziej próbuję do Ciebie dotrzeć, a Ty coraz bardziej się wycofujesz. Ta rozmowa jest dla mnie ważna. Czy jesteś teraz w stanie mnie słuchać? Jeśli nie, chciałabym ustalić, kiedy i w jakich warunkach możemy do niej wrócić”.

Druga osoba może odpowiedzieć:

„Nie teraz”.

„Nie wiem”.

Albo nawet:

„Nie chcę o tym rozmawiać”.

Ja wolę taką szczerość niż pozorne: „Tak, tak, oczywiście”, za którym nie ma obecności, zainteresowania ani gotowości do kontaktu.

Najtrudniejsza prawda jest lepsza niż najpiękniejsze kłamstwo.

Co można zrobić teraz

Po pierwsze: sprawdź, czy masz słuchacza.

Nie zakładaj, że skoro sprawa jest ważna, druga osoba automatycznie jest gotowa Cię przyjąć.

Zapytaj:

„Czy jesteś teraz w stanie mnie słuchać?”.

Po drugie: sprawdź siebie.

Co dzieje się z Tobą, kiedy druga osoba się wycofuje?

Czy zaczynasz mówić coraz szybciej?

Czy zaciska Ci się gardło?

Czy pojawia się gniew, lęk, rozpacz albo desperacja?

Emocje są stróżami naszych granic. Pokazują, że czegoś ważnego nam brakuje.

Może potrzebujesz zostać usłyszana.

Może potrzebujesz jasności.

Może boisz się, że jeśli nie porozmawiacie teraz, już nigdy do tej rozmowy nie wrócicie.

Po trzecie: rozróżnij rozmowę od informowania.

Kiedy nie jesteście w stanie prowadzić dialogu, nadal możecie przekazywać sobie konkretne informacje dotyczące dzieci, domu i codziennego życia.

Informacja nie musi od razu stawać się próbą rozwiązania całej relacji.

Po czwarte: zauważ moment, w którym kolejne samodzielne próby tylko pogłębiają kryzys.

Jeżeli każda rozmowa kończy się „dialogiem głuchych”, być może potrzebujecie osoby trzeciej, która pomoże Wam stworzyć strukturę, zatrzymać eskalację i odzyskać możliwość wzajemnego słuchania.

Po piąte: nie mów, jeśli nie masz słuchacza.

Nie męcz się.

Nie rzucaj ważnych, delikatnych słów w przestrzeń, w której nikt nie jest w stanie ich unieść.

Czasem trzeba iść przez piekło.

A czasem trzeba stanąć nad przepaścią.

Zatrzymać się.

Rozejrzeć.

I dopiero wtedy zdecydować, jaki powinien być następny krok.

Data napisania artykułu: 2026-07-17

Jeśli trafiłaś tu, bo słyszałaś moją historię z czasów zakonu - możesz poznać ją w całości tutaj.

X