Blog

Jak przechodzić przez kryzysy i nie być w nich samym

Jak przechodzić przez kryzysy i nie być w nich samym

Chciałabym zaprosić Cię dzisiaj do przestrzeni, która na pierwszy rzut oka może wydawać się mroczna, gęsta i budząca lęk. Porozmawiajmy o kryzysie. Wiem, jak trudne to słowo i jak bardzo potrafi przestraszyć. W świecie pełnym globalnych napięć – od zmian klimatycznych po niepokoje polityczne i gospodarcze – słowo „kryzys” paradoksalnie nam spowszedniało. Przyzwyczailiśmy się do niego na poziomie nagłówków gazet, ale kiedy dotyka nas w skali mikro, w naszym osobistym, codziennym życiu, paraliżuje nas i dezorientuje.

Zadajesz sobie pytanie: Jak mam sobie poradzić, jeśli przyjdzie najgorsze? Jak się nie bać?

Jako trenerka i psychoterapeutka, z całą empatią dla Twojego niepokoju, odpowiem przekornie: właściwie trzeba się bać kryzysów. Lęk jest tu naturalnym drogowskazem. Mam też dla Ciebie trudną wiadomość: nie da się przejść przez życie, omijając przełomy. Kryzys przyjdzie, bo jest nieodłączną częścią naszego rozwoju. Jednak zamiast uciekać, możemy wdrożyć głęboką profilaktykę potrzebocentryczną, która sprawi, że ten trudny czas nas nie zniszczy. Zapraszam Cię do tekstu o tym, jak przetrwać, kiedy grunt usuwa się spod stóp.


Z tego artykułu dowiesz się o:

  • Nieuchronności życiowych zakrętów – dlaczego metryka i rozwój osobisty bezwzględnie wymagają konfrontacji z przełomami.
  • Podróży przez ciemny las – o doświadczeniu totalnej dezorientacji i o tym, jak stawiać kroki, gdy nie ma się kompasu.
  • Sile bezbronności – dlaczego zdejmowanie maski „silnego człowieka” i uznanie własnej kruchości jest jedynym ratunkiem.
  • Świetle w oknie ściany – jak Porozumienie bez Przemocy (NVC), a w szczególności skupienie na potrzebach, pozwala narodzić się w kryzysie na nowo.

Kryzys jako naturalna dynamika życia i rozwoju


Kryzys – od greckiego krineo, krino – oznacza przełom, punkt zwrotny, kumulację wydarzeń, która domaga się zmiany. Chcę postawić jasną tezę: kryzysy osobiste w skali mikro są naturalnym stanem naszego istnienia. Jeśli żyjemy, jeśli chcemy, by nasze życie było bogate i miało głęboki sens, będziemy przechodzić przez kryzysy rozwojowe.

    Sama mam za sobą wiele takich punktów zwrotnych. Z perspektywy czasu widzę, że każde dziesięciolecie przynosiło swój własny zakręt. Niepokój przy czterdziestce, głębokie tąpnięcie przy pięćdziesiątce, a teraz, gdy zbliżam się do sześćdziesiątki, konfrontacja z utratą sił i przechodzeniem w wiek seniorski. W młodości kryzysy mają charakter progresywny – mamy zasoby, chcemy osiągać więcej. Im jesteśmy starsi, tym zakręty stają się trudniejsze. Czas się kurczy, a my musimy żegnać pewne strategie i niezrealizowane marzenia – tak jak ja musiałam pożegnać rozpoczęty doktorat po nagłej przeprowadzce do Danii.

    Kryzys nie jest miłym przyjacielem, którego zapraszasz na herbatę. Jest bolesny i zaskakujący. Jednak to właśnie to zderzenie ze ścianą, choć przerażające, staje się szansą na radykalne oczyszczenie i głębokie poznanie siebie.

    Doświadczenie ciemnego lasu i wzburzonego morza, czyli anatomia dezorientacji


    Kiedy towarzyszę ludziom w głębokich kryzysach – związanych ze śmiercią bliskich, rozstaniem czy utratą zdrowia – najczęściej słyszę słowa pełne zagubienia: „Dlaczego ja? Przecież wszystko szło tak świetnie”. Pojawia się totalna dezorientacja.

      Sama pamiętam dramatyczny moment choroby w mojej rodzinie. Czułam się wtedy tak, jakbym została porzucona w gęstym, ciemnym lesie. Było absolutnie ciemno – bez księżyca, gwiazd i kompasu. Nie znałam drogi, wszystko dookoła raniło. Wiedziałam tylko jedno: muszę iść. Dopóki starcza sił, by wstać, trzeba stawiać stopy na ziemi, krok po kroku, trzymając się realnego gruntu. Ktoś inny opisał mi swój kryzys jako trwanie na rozszalałym morzu, na statku miotanym falami, gdzie jako mała, krucha istota próbujesz utrzymać ster w walce z żywiołem.

      W takich momentach słynne powiedzenie Nietzschego: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni” brzmi jak ponury żart. Zapominamy o jego drugiej, kluczowej części: o ile nas nie zabije. Człowiek w mroku nie potrzebuje tanich haseł motywacyjnych. Potrzebuje wiedzieć, że jego walka o przetrwanie jest widziana i szanowana.

      Troska i wspólnota zamiast stygmatyzacji – jak wspierać tych, którzy walczą o przetrwanie

      Aby zdrowo przejść przez kryzys, potrzebujemy innych ludzi. Samotność i wstyd są największymi barierami w procesie zdrowienia. W kryzysie nie jesteśmy mocni – jesteśmy raczej ekstremalnie delikatni, wrażliwi i bezbronni.

        Niestety, bardzo często w kulturze, zwłaszcza w Polsce, spotykamy się z przekazem, który usłyszałam kiedyś od własnej matki, gdy waliło się moje życie: „Sama sobie naważyłaś piwa, sama wybrałaś, to teraz ponieś konsekwencje”. Taki chłód emocjonalny i ocenianie pogłębiają ból. Zupełnie innym drogowskazem były dla mnie słowa mojego taty, które wypowiedział, gdy opuszczałam zakon: „Córeczko, ja naprawdę chciałbym tylko, żebyś ty była szczęśliwa”. To jedno zdanie, pełne bezwarunkowej akceptacji, niosło mnie przez kolejne życiowe burze.

        Prawdziwym ukojeniem w kryzysie jest obecność kogoś, kto patrzy na nas z czystą życzliwością. Doświadczyłam tego ze strony mojego męża, Karstena, który towarzyszył mi w bolesnym procesie okołorozwodowym oraz podczas jego własnych zmagań z ciężką chorobą. Te trudne doświadczenia nas cementowały, bo nie udawaliśmy przed sobą siły.

        Ostatnio w Danii widziałam na ulicy krzyczącą wniebogłosy kobietę. Krzyczała po polsku, w głębokiej rozpaczy i psychicznym bólu, prawdopodobnie dotknięta kryzysem psychotycznym lub bezdomnością. Ścisnęło mi się serce. Pomyślałam: to moja rodaczka, moja siostra. Tak łatwo jest kogoś takiego stygmatyzować jako „nienormalnego”. A my potrzebujemy patrzeć na kryzysy nie z lękiem i „martwieniem się” (które niesie w sobie martwotę), ale z nadzieją i życzliwością, która widzi w drugim człowieku cierpiącą istotę, a nie życiowego przegranego.

        Serce NVC w mroku: Dlaczego w kryzysie najważniejsze są potrzeby?

        Kiedy analizuję swoje najtrudniejsze przełomy życiowe, zauważam niesamowitą rzecz. Choć lata temu nie znałam jeszcze oficjalnie metody Porozumienia bez Przemocy (NVC), intuicyjnie robiłam dokładnie to, co jest jego absolutnym fundamentem.

          Współcześnie bardzo często widzę, że NVC traktuje się powierzchownie. Ludzie uczą się mechanicznie „czterech kroków”, traktując je jak językową ornamentykę: jak sformułować obserwację, jak nazwać uczucie, jak wyrazić prośbę. Ślizgają się po powierzchni.

          W Porozumieniu bez Przemocy najważniejsze są POTRZEBY. To one chronią nasze życie i mówią o tym, czego naprawdę chcemy.

          Gdy jako młoda, 29-letnia kobieta przeżywałam swój gigantyczny, wewnętrzny kryzys w zakonie na Ukrainie, uratował mnie właśnie kontakt z moimi potrzebami. Pewnego dnia klęczałam w kaplicy i zorientowałam się, że patrzę na rozmodloną siostrę obok z ogromną niechęcią i osądem: „jaka dewotka”. Zamiast pójść w poczucie winy, zatrzymałam się przy sobie z głębokim samowspółczuciem i zrobiłam szczerą obserwację. Przypomniałam sobie, że kilka dni wcześniej uśmiechnęłam się do niej z życzliwością, a ona skwitowała to szorstko: „A co ty taki grymas robisz brzydki?”. Moja intencja została zraniona i odrzucona.

          W mroku tamtej kaplicy przejrzałam się we własnych oczach. Zapytałam siebie: Kim ja jestem? Przyszłam tutaj, by kochać i doświadczać miłości, a mam w sobie coraz więcej goryczy i niechęci. Moje życie się zwija, zamiast rozwijać.. To była moja kluczowa potrzeba – potrzeba autentyczności, miłości, sensu i duchowego rozwoju. Uświadomienie sobie tej tęsknoty dało mi siłę, by po 10 latach podjąć niezwykle trudną, ale uzdrawiającą decyzję o odejściu ze zgromadzenia.

          Kryzys jest jak spotkanie ze ścianą. Jeśli jednak zmienimy perspektywę i włączymy żywą empatię, ta ściana może stać się szklanym oknem. Choć odbicie w nim na początku bywa zniekształcone bólem i łzami, to właśnie w nim masz prawo zobaczyć swoją kruchość, przytulić ją i dowiedzieć się o sobie tego, co najgłębsze.


          FAQ – Najczęstsze wątpliwości wokół kryzysu relacyjnego i osobistego

          1. Czy to normalne, że w kryzysie czuję całkowitą pustkę i nie wiem, kim jestem?

            Tak, dezorientacja to podstawowy element każdego głębokiego przełomu. Stare strategie radzenia sobie z rzeczywistością przestają działać, a nowe jeszcze się nie narodziły. To moment, w którym Twoje życie dosłownie domaga się przedefiniowania. Daj sobie prawo do niewiedzy.

          2. Co zrobić, gdy najbliżsi zamiast empatii mówią mi, że „sama tego chciałam” i mam ponosić konsekwencje?

            Przede wszystkim, zidentyfikuj to jako niesłużącą i raniącą strategię otoczenia, która nie ma nic wspólnego z Twoją wartością. W NVC nazywamy to brakiem kontaktu z potrzebami. Jeśli nie możesz znaleźć zrozumienia u najbliższej rodziny, zacznij bardzo świadomie szukać „wybranej wioski” – przyjaciół, terapeutów lub grup wsparcia, którzy potrafią patrzeć na Ciebie z życzliwością, bez moralizowania.

          3. Jak mam praktykować 4 kroki NVC, kiedy czuję tak ogromny ból, że ledwo oddycham?

            Zapomnij wtedy o sztywnej strukturze i technice. Sprowadź NVC do jego serca – do samowspółczucia i do potrzeb. Zadaj sobie proste, potrzebocentryczne pytania: Czego w tej minucie najbardziej potrzebuję? Co chroni moje życie? Czy to jest potrzeba bezpieczeństwa, czy utulenia żalu?. Pozwól sobie na płacz. Płacz i uznanie bezbronności to też ruch w stronę życia.

          4. Czy każdy kryzys naprawdę nas wzmacnia? A co, jeśli czuję, że mnie to niszczy?

            Hasło „co cię nie zabije, to cię wzmocni” bywa przemocowe, bo ignoruje ogrom kosztów, jakie ponosimy. Kryzys wzmacnia nas tylko wtedy, gdy nie przeżywamy go w izolacji i gdy pozwolimy sobie na proces bezpiecznego „oczyszczenia”. Jeśli czujesz, że mrok Cię przytłacza, to znak, że Twoje zasoby się wyczerpały i potrzebujesz zewnętrznego wsparcia w całości – nie wstydź się po nie sięgnąć.

          5. Jak mogę pomóc bliskiej osobie, która przechodzi przez życiowy mrok, skoro nie mam gotowych rozwiązań jej problemów?

            Najlepsze, co możesz dać, to Twoja czysta, nieoceniająca obecność. Osoba w kryzysie nie potrzebuje złotych rad ani Twojego zamartwiania się. Potrzebuje wiedzieć: „Nie jesteś sam. Widzę Twój ból i jestem tu przy Tobie z dobrą intencją”. Bądź bezpiecznym gruntem, na którym ona może bezpiecznie upaść i popłakać.

          6. A co, jeśli to całe NVC nie działa w prawdziwym kryzysie? Kiedy wali mi się świat, nie mam głowy do układania sztucznych zdań z „czterech kroków”.

            I całe szczęście! Gdy jesteś na dnie mroku, mechaniczne posługiwanie się sztywną strukturą językową mogłoby brzmieć jak sztuczny, wręcz przemocowy filtr. W kryzysie zapomnij o technice. Sprowadź NVC do jego żywego serca: do intencji i do potrzeb. Zadaj sobie najprostsze, potrzebocentryczne pytanie: „Czego w tej sekundzie najbardziej potrzebuję, żeby mniej bolało? Czy to jest potrzeba utulenia mojego żalu, czy może fizycznego bezpieczeństwa?”. Płacz, krzyk i uznanie własnej bezradności – o ile wypływają z kontaktu z własnym wnętrzem – są najbardziej autentycznym NVC, jakie możesz zastosować.

          7. Czy mówiąc tak otwarcie o swoich potrzebach i bezbronności w trudnym momencie, nie wyjdę na osobę dziwną, roszczeniową albo po prostu słabą?

            W naszej kulturze przyzwyczailiśmy się do noszenia masek „silnych ludzi”, którzy radzą sobie ze wszystkim sami. Dlatego pokazanie swojej kruchości może początkowo budzić w Tobie lęk i wstyd. Pamiętaj jednak o kluczowym rozróżnieniu w NVC: wyrażanie swoich potrzeb (np. bliskości, wsparcia) z pozycji bezbronności nie jest roszczeniem ani słabością. Roszczeniem staje się wtedy, gdy narzucasz komuś sztywną strategię i żądasz, by spełnił Twoje oczekiwania pod groźbą kary lub focha. Kiedy zdejmujesz maskę i z życzliwością mówisz o swoim mroku, dajesz drugiemu człowiekowi najpiękniejszy dar – zaproszenie do autentycznego kontaktu bez oceniania.

          8. . Chcę wspierać moją przyjaciółkę, która przeżywa potworny kryzys po rozstaniu, ale czuję bezradność, bo nie mam pojęcia, jak rozwiązać jej problemy. Czy powinnam unikać kontaktu?

            Absolutnie nie unikać, ale też porzucić rolę „ratownika”. Osoba w kryzysie rzadko kiedy potrzebuje gotowych planów działania i złotych rad w stylu: „wszystko będzie dobrze”. Najlepsze, co możesz jej dać, to Twoja czysta, pełna akceptacji i nieoceniająca obecność. Nie musisz niczego naprawiać. Wystarczy, że usiądziesz obok niej w tym ciemnym lesie, weźmiesz ją za rękę i dasz jej sygnał: „Widzę Twój potworny ból. Nie mam gotowych rozwiązań, ale jestem tu przy Tobie z dobrą intencją. Możesz przy mnie płakać, możesz krzyczeć, nie jesteś w tym sama”. Bądź dla niej bezpiecznym gruntem, na którym na chwilę może przestać walczyć.

          9. Czym różni się „martwienie się” o kogoś w kryzysie od autentycznego, empatycznego wspierania go?

            „Martwienie się” paradoksalnie niesie w sobie pewną martwotę i lęk. Kiedy bardzo się o kogoś martwisz, tak naprawdę skupiasz się na swoim własnym dyskomforcie i strachu przed jego cierpieniem, przez co często zaczynasz go stygmatyzować (patrzysz na niego jak na ofiarę, „biedactwo”, życiowego przegranego). Z kolei empatyczne wsparcie to patrzenie na drugiego człowieka z nadzieją i głęboką życzliwością. Widzisz jego ogromny ból, szanujesz jego kruchość, ale jednocześnie głęboko wierzysz w jego mądrość i zdolność do narodzenia się na nowo. Nie niesiesz go na plecach, ale towarzyszysz mu w jego własnej podróży przez mrok.

          Drogowskazy na trudne chwile

          Kiedy czujesz, że mrok Cię zalewa, a myśli zaczynają pędzić w stronę najczarniejszych scenariuszy, możesz zatrzymać się i pomyśleć o swojej sytuacji przez pryzmat tych kilku kojących prawd:

          • Masz pełne prawo czuć bezsilność, lęk i zagubienie. Te trudne uczucia nie są dowodem na Twoją porażkę ani na to, że jesteś „słabą osobą”. One są głośnym, mądrym wołaniem Twojego organizmu, który sygnalizuje, że Twoje fundamentalne potrzeby – bezpieczeństwa, przewidywalności czy oparcia – zostały głęboko poruszone.

          • Twoja kruchość i zdjęcie maski „silnego człowieka” mogą być Twoją największą siłą. Nie musisz udawać przed całym światem (ani przed sobą), że masz wszystko pod kontrolą. Dopiero gdy uznasz swoją bezbronność i pozwolisz sobie na autentyczny żal czy płacz, otwierasz przestrzeń na prawdziwe samowspółczucie i regenerację sił.

          • Możesz spojrzeć na kryzys nie jak na koniec drogi, ale jak na bolesne, szklane okno. Choć zderzenie z nim rani, to odbicie, które w nim zobaczysz – Twoje łzy, Twoja tęsknota za miłością, sensem czy autentycznością – pozwala Ci dowiedzieć się o sobie tego, co najgłębsze. To okazja, by porzucić strategie, które już Ci nie służą, i wybrać życie na nowo.

          • W gęstym mroku nie musisz widzieć całego horyzontu – wystarczy, że widzisz grunt pod jednym kolejnym krokiem. Kiedy nie masz kompasu, Twoim jedynym zadaniem jest utrzymać ster i stawiać stopy na ziemi minuta po minucie, godzina po godzinie. Masz prawo prosić o obecność i życzliwość innych, bo nikt z nas nie został stworzony do przechodzenia przez ciemny las w pojedynkę.

          Zaproszenie do zatrzymania

          Chcę Cię teraz zaprosić do zrobienia jednej, małej rzeczy. Zamknij na chwilę oczy, weź głęboki oddech, połóż rękę na sercu i zapytaj siebie z pełną czułością:

          Czego ja w tej właśnie minucie mojego życia najbardziej potrzebuję? Jaka tęsknota we mnie mieszka i jak mogę ją dzisiaj, choćby najmniejszym krokiem, utulić?

          Zostań z tym pytaniem tak długo, jak potrzebujesz.


          Idźmy przez ten mrok razem


          Kryzys to podróż, w którą trzeba wyruszyć, nawet jeśli nie widać jej końca. Profilaktyka kryzysu to nic innego jak budowanie kontaktu, dialogu i potrzebocentrycznej komunikacji na co dzień. Jeśli chcesz uczyć się uważnego, empatycznego dialogu, zapraszam Cię do naszej wspólnoty.

          Zapisz się już dziś i dołącz do społeczności, która wychowuje w duchu empatii!

          Data napisania artykułu: 2026-06-12

          Jeśli trafiłaś tu, bo słyszałaś moją historię z czasów zakonu - możesz poznać ją w całości tutaj.

          X