Małgorzata Jędrzejczyk

Przyjechaliśmy na FC w celu poszerzenia naszej wiedzy i niejako „profilaktycznie” – nie mając jakichś szczególnych problemów z sobą i córkami. Na FC okazało się, w konfrontacji z innymi rodzinami i dziećmi, że nasze córki są po prostu takie, jakie są, że jakiekolwiek nasze wątpliwości dotyczące ich zachowania są nieuzasadnione, że jedno, co powinniśmy zrobić, to pozwolić im być sobą i akceptować. Że dzieci to nasz dar od Boga i że powinniśmy być za niego wdzięczni.

Niewiarygodne, jak dużo może dać kilka dni w józefowskim lesie, w PRLowskim ośrodku, na placu zabaw, gdzie huśtawki skrzypią tak, że nie można wytrzymać jakoś długo… Karmiąc ślimaki i szukając biedronek do powiększenia lupą…

Musi coś w nim i w Was być, skoro spędzając całe dnie z dziewczynami i nie będąc na żadnej sesji, nie nawiązując w zasadzie kontaktów towarzyskich (dojeżdżaliśmy, a na miejscu córki nie były chętne wchodzić w interakcje z innymi dziećmi, co i mnie towarzysko ograniczało) uważam czas za bardzo pozytywny i uważam, że dużo zyskałam i się nauczyłam. Nie mam pojęcia jak to możliwe 🙂 to po prostu Twoja i Karstena zasługa – promieniowało od Was zrozumienie i spokój. Czuć było atmosferę NVC wszędzie, nie trzeba było być w sali konferencyjnej. Żałuję, że moje córki nie były gotowe, aby wziąć udział w sesjach wspólnych, ale mimo wszystko nie sądziłam, że czas Family Camp będzie tak owocny. Tym bardziej zyskał mój mąż, który brał udział w zajęciach.

Bardzo Wam za ten czas dziękujemy!